O czym opowiadała główna korowajnica w Michnówce

1 maja uczestniczyliśmy (aktywnie!) w warsztatach wypiekania korowaja w świetlicy w Michnówce. Podczas oczekiwania na podrośnięcie ciasta o chwilę rozmowy poprosiliśmy główną korowajnicę, panią Lidię Charkiewicz.

Pani Lidia Charkiewicz - z lewej

Pani Lidia Charkiewicz – z lewej

Redakcja: Pani Lidio, zwyczaj wypiekania korowaja wyniosła Pani z domu rodzinnego?

Lidia Charkiewicz: Z rodzinnych stron nie. Nauczyłam się od sąsiadek. Stąd, z Eliaszuk, pochodził mój mąż. Przyjechałam tutaj, zamieszkałam i tradycji wypiekania korowaja nauczyłam się od sąsiadek. To z nimi chodziłam na wieczory panieńskie, widziałam przygotowania do wypieków. Korowaj jest charakterystyczny właśnie dla tych stron. I choć od mojego domu rodzinnego dzieli nas 17 kilometrów, u nas korowaja nie było.

Redakcja: W Pani rodzinnych stronach były inne tradycje?

Lidia Charkiewicz: Tak, u nas był podpiwek. Przygotowywano też podpiwek przed zamążpójściem i podobnie jak korowajem w Eliaszukach, tak u nad podpiwkiem obdarowywano gości weselnych wręczających prezenty. Odbywało się to drugiego dnia wesela.

Redakcja: Czy dawniej bardzo pilnowano tradycji podczas wypieku?

Lidia Charkiewicz: Oczywiście. Wesela kiedyś odbywały się w niedziele, więc w sobotę kobiety schodziły się i zaczynały wypieki. Rozczyn robiła matka chrzestna młodego lub młodej. Potem czekało się, aż ciasto podrośnie, tak z 30, 40 minut. Dobrze było gdy rozczyn trochę opadł, wtedy bułka była smaczniejsza. A później piekłyśmy przyozdobione ciasto. Tak z 40 minut, obowiązkowo w piecu chlebowym.

Redakcja: A jak jest dzisiaj? Ktoś jeszcze zamawia korowaj?

Lidia Charkiewicz: Dziś jest zupełnie inaczej. Korowaj nie jest zamawiany, nie ma takiej potrzeby. Korowaj wychodzi z mody, traci się magię… Kiedy ś to były wesela. Trwały dwa dni, w niedzielę u młodej, w poniedziałek u młodego. Korowaj trzymano gdzieś w obórce. Żeby się pojawił na weselu, trzeba było go wykupić. Kobiety śpiewały, a marszałek weselny, chrzestny młodego lub młodej go wnosił. Teraz jest inaczej…

Redakcja: Współcześnie zamawia się chlebek weselny w piekarni i wita nim młodą parę przed wejściem do domu weselnego. Ale w takich miejscach jak Michnówka, panie przekazują tradycję dalej.

Lidia Charkiewicz: Będąc po 70-tce nie nauczymy już za bardzo. Gdyby to było z 10 lat temu, to może jeszcze.

Redakcja: Ale są tu dzisiaj Pani wnuki. Podpatrzą, posłuchają, może im się spodoba i kiedyś choć cząstkę tradycji będą chcieli mieć na swoich weselach.

Lidia Charkiewicz: Tradycje są piękne. Oby tylko pamięć o nich nie ginęła. Dlatego bardzo się cieszę, że tak wiele osób przyjechało dziś nas posłuchać i zobaczyć.

Redakcja: Bardzo dziękuję za rozmowę.

mechanik samochodowy Hajnówka

Forum Hajnówka - Dołącz do dyskusji o tym artykule

Region: Narewka, Wywiady Tagi: , , ,

Udostępnij Wiadomość

Podobne posty

Loading Facebook Comments ...