Magiczna Michnówka z korowajnicami

Świetlica w Michnówce przywitała nas ciepłem i uśmiechami pań w niej przebywających ubranych w specjalne stroje pożyczone od zespołu z Siemianówki. Na białych koszulach wyszyte były czarno-czerwone symbole ludowe. W drewnianej świetlicy w sercu wsi zebrało się około 50 osób. Wśród nich seniorki wolontariuszki oraz członkinie Stowarzyszenia Storczyk na czele z panią Elą Kuncewicz, dzięki którym warsztaty wypieku korowaja mogły się odbyć.

Pani Ela Kuncewicz z naszą reporterką

Korowaj jest drożdżowym ciastem weselnym bez którego nie mogło się odbyć żadne wesele na Kresach Wschodnich. Tradycyjny korowaj wypiekany był w czasie wieczoru panieńskiego u panny młodej. W przeddzień ostatniego wieczoru przyszłej żony, matka chrzestna wraz ze starszą druhną chodziły po wsi i zapraszały kobiety na wieczór panieński. Korowaj nieprzypadkowo wypiekany był przez same kobiety. Na czas wypieku mężczyźni mieli zakaz wstępu do kuchni. Jeśli się pojawiali, byli obsypywani mąką lub kobiety robiły im różne psikusy.

W świetlicy z prawdziwym piecem chlebowym zostaliśmy przywitani przez przedstawicielkę Gminnego Ośrodka Kultury w Narewce, panią Helenę Rejent, nazywaną przez tutejszych panią Mariolą. Czekał już na nas przygotowany ogromny stół i produkty niezbędne do wypieku korowaja. Po wprowadzeniu dokonanym przez panią Mariolę korowajnice, mieszkanki wsi Eliaszuki na czele z panią Lidią Charkiewicz, rozpoczęły przygotowania ciasta. Receptura korowaju jest jedną z magicznych tajemnic zanikających tradycji naszego regionu. Oprócz świeżych drożdży nie mogło obyć się bez mąki, jaj, masła, cukru oraz cukru wanilinowego. Do ciasta korowajowego nie dodaje się soli. Wszystko po to, by życie młodej pary było słodkie. Należy wyrabiać je tak długo, aż samo zacznie odchodzić od rąk. Panie seniorki radziły sobie tak świetnie, jakby były zawodowymi pracownicami piekarni. A na ciasto przygotowane do wypieku czekał już prawdziwy piec chlebowy, który grzał się do osiągnięcia tej najlepszej temperatury. Właściwa jest wówczas, gdy żarzy się w środku na jasnoczerwono. Korowaj musiał być okrągły, rumiany i koniecznie ozdobiony drożdżowymi ozdobami.

Pani Lidia Charkiewicz przygotowuje ciasto

Podczas lepienia i ugniatania ciasta nie zabrakło tradycyjnej, korowajowej przyśpiewki, którą uraczyły nas korowajnice, śpiewakąc: „Karawaj nasz charoszy bo charo szyje karawajnicy jaho pakli, karawan nasz kruhły bo kruhłyje karawajnicy jaho hibali, karawan nasz rumianu bo karawajnicy rumianyje”.

Po przygotowaniu ciasta i jego wyrośnięciu, wysłuchaliśmy opowieści o padoszwie. To jedna z bardzo ważnych części drożdżowego chlebka weselnego, stanowiąca jego spód. Robiona jest z ciasta bardzie miękkiego i mniej zagniecionego. Gęstsze ciasto wykorzystuje się do produkcji drożdżowych ozdób. I tu przy stole znaleźli się wszyscy obecni na warsztatach, ustawieni młodszy – starszy – młodszy. Wśród ozdób stworzonych podczas wylepiania królowały różnej wielkości kwiaty, listki i warkocze. Nie mogło zabraknąć też postaci pary młodej. Profesjonalistką w lepieniu okazała się Ewa Kuncewicz. Wszyscy byli pod wrażeniem! Oprócz ozdób, trzeba było również opleść dwajalnice i trajalnice – symbole pary młodej oraz Trójcy Świętej i płodności, powiększania rodziny, Tak oblepione ciastem gałęzie trafiały do podpieku w piecu chlebowym. Po wylepieniu ozdób nie mogło zabraknąć i lepienia husaczku – ten drożdżowy wypiek według tradycji miał stanowić zadośćuczynienie mężczyźnie, którego żona pozostawiła samego w domu podczas wieczoru panieńskiego. I tutaj powstawały warkocze, kwiaty a nawet drożdżowe serca. Wszystko trafiło w końcu do pieca, by później można było cząstkę drożdżowego wypieku zabrać ze sobą do domów.

Korowajnice oblepiają ciastem dwajany Podpieczone dwajany i trajany

W oczekiwaniu na wypieki z pieca, członkinie Stowarzyszenia Storczyk przygotowały prawdziwą ucztę. Na stole znalazły się wiejskie, swojskie wyroby: kiełbasy, słonina, ogórki i grzybki. Nie zabrakło i kieliszeczka mocniejszej popitki. A wszystko w ramach życzliwości i gościnności, którą czuć było w powietrzu. Na okoliczność spotkania zamówiony został także wiersz. Poetką obecną podczas warsztatów była pani Wiera Radziwoniuk pisząca o wszystkim: o zwyczajach, codzienności, drzewie rosnącym na podwórku czy nawet o własnej kozie!

Wypieczony w piecu chlebowym korowaj tradycyjnie pojawiał się na weselu drugiego dnia. Uroczystego wniesienia dokonywał marszałek weselny, najczęściej ojciec chrzestny pani lub pana młodego. Najpierw jednak musiał wykupić chlebek od korowajnic. Po wykupieniu korowaj przykrywany był czerwoną chustą. Tak przykryty miał symbolizować kolor miłości i ochraniać od złego uroku. W drugim dniu wesela korowaj był dzielony i obdarowywano nim gości weselnych którzy wręczali prezenty młodej parze.

Spotkanie w Michnówce przesycone było ciepłem. I to nie tylko tym buchającym z pieca, ale i tym serdecznym. Gościnność i otwartość ludzi widać szczególnie w małych miejscowościach. To, co cieszy najbardziej, to organizowanie inicjatyw mających na celu utrwalanie zanikających tradycji. I to, co ważne – w warsztatach brały udział też dzieci. Nagrany podczas spotkania film oraz zdjęcia posłużą Stowarzyszeniu do promowania regionu oraz utrwalenia i ukazywania zanikających tradycji. Jak powiedziała nam Ania Kuncewicz – to wcale nie jest tak, że tradycja znika, bo my się jej wstydzimy. Ona zanika z zapomnienia, ale dzięki takim osobom jak pani Lidia Charkiewicz i inne korowajnice: Gabriela Charkiewicz, Eugenia Zielińska, Nadzieja Charkiewicz, Nina Kuncewicz, Irena Matwiejuk, Wiera Radziwoniuk, Jadwiga Samocik, Aleksandra Rejent, Waleria Skiepko oraz Tamara Gryka jest szansa, że pozostanie żywa i będzie kontynuowana.

To wypieki tuż po wyciągnięciu z pieca

Warsztaty z wypieku korowaja odbyły się w ramach projektu „Promocja walorów turystyczno-krajoznawczych oraz dziedzictwa kulturowego gminy Narewka i Puszczy Białowieskiej” z funduszy pozyskanych z Centrum Wdrażania Projektów działającym przy Białowieskim Parku Narodowym.

Aż się zechciało takiego prawdziwego, tradycyjnego wesela, z korowajem, tradycją wręczania prezentów w drugi dzień weselnego święta i wszystkich tych biesiadnych przyśpiewek, które czas obraca w niepamięć. Za to posłuchaliśmy, podjedliśmy i daliśmy się oczarować tradycji. Teraz wiemy, że jeśli zamawiać korowaj, to tylko u Pań z Eliaszuk.

 

mechanik samochodowy Hajnówka

Forum Hajnówka - Dołącz do dyskusji o tym artykule

Region: Narewka, Reportaże Tagi: , , , , ,

Udostępnij Wiadomość

Podobne posty